Kara za prywatyzację

Tańszy strażak, gorszy strażak

W porcie, a także w dzielnicach Gdańska: Nowy Port, Brzeźno, Letniewo, Wisłoujście, Stogi i Górki Zachodnie, które obejmują swym obszarem około jedną trzecią całego miasta, gaszą pożary, ratują ludzi i dobytek również i przy innych kataklizmach dziwni strażacy. Bo niby są strażakami, ale tak naprawdę, bo prawdę ustala prawo i interpretujący je urzędnicy państwa, nie są żadnymi strażakami. To są pracownicy dwóch spółek pracowniczych powstałych w 1991 roku, po tym, jak port się zrestrukturyzował i w miejsce jednego organizmu stworzono ich mnogość.

Tańszy strażak, gorszy strażak

Na pozór wyglądają tak samo jak utrzymywani z naszych podatków funkcjonariusze Państwowej Straży Pożarnej. Mają identyczne kwalifikacje, podobne mundury, a nawet znacznie więcej i to lepszego sprzętu. Ale gdyby ktokolwiek z nich zginął, czego w tym fachu wykluczyć się nie da, ich rodziny dostaną odszkodowanie jak za wypadek przy pracy. Prawdziwego zaś strażaka pochowa się na koszt państwa a rodzina otrzyma po nim specjalną rentę. Państwowy strażak może przejść na emeryturę po piętnastu latach pracy. Pracownik Portowej Straży Pożarnej „Floriana” sp. z o.o. i Morskiej Straży Pożarniczo-Ratowniczej sp. z o.o. takich przywilejów nie ma. Pracę natomiast mają identyczną a place porównywalne. Do tego ich emerytury pochodzą ze składek ZUS-owskich, które te spółki muszą same wypracować. Na renty i emerytury strażaków państwowych, płatnych z budżetu, składamy się wszyscy. Portowi strażacy również.

Dyrektor i komendant jednostki ratowniczo-gaśniczej „Floriana”, ppłk pożarnictwa Bolesław Suchocki nie potrafi całkiem rozwiać moich wątpliwości: czy oni, ci portowi strażacy gaszą i ratują tak całkiem legalnie. Bo z jednej strony - obowiązują w ich spółce regulaminy identyczne jak w Państwowej Straży Pożarnej, obsługują dzielnice Gdańska w oparciu o porozumienie z Komendą Rejonową PSP, zapewniają bezpieczeństwo przeciwpożarowe portu na podstawie umowy z jego szefem, a zgodnie z prawem to on decyduje, jak to bezpieczeństwo zapewnić. Więc wygląda na to, że są legalni. Ale nie są funkcjonariuszami, więc pułkownik nie jest tak całkiem pewien, czy stopnie, mundury, praca wykonywana w rytmie 24 na 48 godzin mają legalny charakter?

Wszystko zaczęło się w 1991 roku. Za zakładową straż port płacił 1,5 mld złotych popiwku. Droga ucieczki była jedna: trzeba się sprywatyzować. Suchocki mówi, że otrzymali od dyrekcji propozycję nie do odrzucenia: stworzenie ze straży spółki pracowniczej, za co pracownicy - udziałowcy tych spółek pozostawią u siebie połowę popiwkowej kwoty na podwyżki. Przypomnijmy sobie, jakie na początku lat dziewięćdziesiątych były relacje między placami pracowników i cenami. Przypomnijmy sobie, jak to na łeb, na szyję spadała płaca realna, a jak rosła inflacja. Połowa popiwku do pracowniczej kieszeni, to był mocny argument. Był też drugi, jeszcze mocniejszy: alternatywą była zielona trawka, bo portu po prostu nie było stać na strażaków. Może gdyby wówczas, jak dziś lekarze, zastrajkowali, nie mieliby rozterek. W końcu port, który przeładowuje produkty ropopochodnych, węgiel, inne paliwa i łatwopalne towary, ugiąłby się pod presją? Ale kto wie, czy tak by było. Strażacy chcieli uratować, co się da. Mają to we krwi Postanowili więc uratować swoje miejsca pracy i swoją straż pożarną.

W styczniu 1992 r. weszła w życie ustawa o Państwowej Straży Pożarnej. Funkcjonariusz Zakładowej Straży Pożarnej, który chciał pozostać pełnoprawnym strażakiem powinien był złożyć odpowiednią deklarację. Miał na to cały miesiąc. Zostawał wówczas, wobec prawa, funkcjonariuszem PSP co oznacza, że utrzymywał uzyskane wcześniej uprawnienia. Jednak strażacy morscy i lądowi z gdańskiego portu nie byli już wówczas od trzech miesięcy, w rozumieniu poprzednio obowiązującego dekretu o ochronie przeciwpożarowej z 1974 roku, funkcjonariuszami straży zakładowej. Nikt od nich żadnych deklaracji nie mógł, lub też nie chciał przyjąć. I nie przyjął. Dlatego, gdy pytam ppłk. Suchockiego, czy nie oznacza to aby, że nielegalnie gasi pożary, nielegalnie ratował mieszkańców po tragedii wieżowca, a i nielegalnie święci dzień św. Floriana, to dyrektor-komendant waha się z odpowiedzią. Pewne jest tylko, że obchody patrona są legalne, bo i miejscowy proboszcz i ojciec gwardian franciszkanów, których kościół świadczy posługi religijne portowcom, za całkiem legalne te obchody uważają.

Tańszy strażak, gorszy strażak

Proboszcz jednak jest z u rodzenia mieszkańcem Nowego Portu, a strażaków podziwiał od dziecka, bo mieszkał kolo ich siedziby. Franciszkanie, jak ich założyciel, pełni są miłości i wyrozumiałości do bliźnich. Z urzędnikami Komendy Głównej i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, a także z parlamentarzystami, stanowiącymi prawo nie jest tak łatwo. Oni pilnują swoich uprawnień władczych i pieniędzy podatnika, żeby później, gdy już tą forsę upilnują, można ją było wydawać na wzmocnienie ich własnych pozycji.

Gdy uchwalano ustawę emerytalną dla służb mundurowych pos. Zbigniew Bujak zarzucił strażakom zakładowym, że swymi roszczeniami chcą zburzyć budżet państwa, dopominając się przywilejów takich jak państwowi strażacy. Suchocki z żalem wspomina, że i posłowie OPZZ go nie poparli, wprost przeciwnie. Nie mogłem zrozumieć ani posła Bujaka - mówi - ani przewodniczącej Spychalskiej. Jakie zagrożenie dla budżetu może stanowić grupa kilku tysięcy strażaków zakładowych, którzy bynajmniej na emerytury wcale się nie rwą?

W piśmie do posła Bujaka z 23 stycznia 1995 roku pisze: „Dziwić winien fakt, że z jednej strony, to znaczy przy ubezpieczeniach i emeryturach podnosi sic larum o niewydolności ekonomicznej państwa, gdzie z drugiej strony >lekką rączką< rezygnuje się z prawie 40% wysoko specjalistycznych sil i środków, które można mieć do dyspozycji bez grosza nakładów z budżetu państwa.(...) Nie wiem również z jakich źródeł czerpie informacje Pan Minister Sobótko, bo o ile dobrze usłyszałem, to stwierdził, że do Interwencji Zakładowe Straże Pożarne wyjeżdżały w 1994 roku aż 35 razy. Śmiem twierdzić, że jest to pomyłka Pana Ministra, a nie celowe sterowanie informacją mającą na celu wprowadzenie w błąd urzędnika państwowego. Tylko Portowa Straż Pożarna „Florian” Spółka z.o.o. do interwencji wyjeżdżała w 1994 roku około 200 razy, w tym do pożarów w mieście Gdańsku około 110 razy.(...) podczas(...) pożaru Hali Stoczni Gdańskiej 20% wszystkich sił i środków stanowiły właśnie siły i środki Portowej Straży Pożarnej(...) Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej(...) powiedział, że >...Portowe i Stoczniowe Straże Pożarne zanikają...< uważam, że jest to celowa dezinformacja mająca na celu zdyskredytowanie dla własnych partykularnych interesów, zakładowych jednostek ppoż. w Gdańsku, które jak dotychczas stanowią trzon Interwencyjnej ochrony przeciwpożarowej przemysłu gospodarki morskiej o potencjale operacyjno-bojowym i technicznym znacznie przewyższającym Państwową Straż Pożarną”.

Jak się pisze takie listy to nie dziwota, że i w Komendzie Głównej i ministerstwie nie ma się najlepszych notowań. Gdańscy portowi strażacy uważają jednak, że ich racje są tak mocne, a przydatność tak niekwestionowana, że pokonają z czasem biurokratyczne opory Przy gaszeniu Hali Stoczni Gdańskiej - mówi Stanisław Mazurkiewicz, prezes związkowy, pływający na „Strażaku” - nasz statek gaśniczy podawał wodę dla wszystkich jednostek. Bez tej pomocy mogło dojść do większej tragedii. Zagrożony był magazyn butli acetylenowych. O tym w Gdańsku wszyscy wiedzą. Tak samo wiedzą, że byli największą jednostką strażacką przy ratowaniu przysypanych po zawaleniu się wieżowca.

Straż portowa obsługuje miasto bezpłatnie. Prywatna, pracownicza spółka płaci więc za to, co teoretycznie powinien pokrywać budżet państwa z pieniędzy podatników. Suchocki wyjaśnia jednak, że nie jest to, jak wygląda z pozoru. działanie na niekorzyść spółki. Profilaktyka w porcie postawiona jest na takim poziomic, że strażacy mają mało wyjazdów bojowych. Obsługa miasta, to rodzaj ćwiczeń. Poza tym - tak mówi każdy ze strażaków - nie można brać pieniędzy za pomoc w nieszczęściu. Dlatego, gdy dowiedzieli się. że kwota, wyasygnowana im przez Komendę Wojewódzką PSP za poniesione koszty przy ratowaniu wieżowca, pochodzi ze składek na pomoc ofiarom katastrofy, w całości ją zwrócili. - To nie chodzi o gest. Chodzi o zasadę. Po to się jest strażakiem, żeby pomagać ludziom - twierdzi Kazimierz Bielecki, przewodniczący Zw. Zaw. Prac. Gospodarki Morskiej we „Florianie” - tego zawodu nie można wykonywać jeśli się go nie lubi.

Pojawiły się jednak szanse uregulowania problemów straży zakładowych. Zmienił się komendant główny PSP. Powstało Stowarzyszenie Pożarników Polskich grupujące strażaków niepaństwowych. To są tysiące ludzi i Ogrom sprzętu. W Gdańsku - 60% wszystkiego, czym dysponują tamtejsze służby przeciwpożarowe. Ale nadal twa przepychanka. Do załatwienia mają sprawy równego traktowania wszystkich, którzy wykonują ten sam zawód z takim samym narażeniem życia i zdrowia. To nielogiczne - mówi chor. Bielecki - żeby inaczej traktować człowieka tylko dlatego, że inaczej nawiązano z nim stosunek pracy Nauczycielka w szkole państwowej i społecznej jest nauczycielką. Strażak, strażakiem, bez względu na to czy pracuje u nas, czy w państwowej straży.

Podobnie na ten temat wypowiada się prof. dr Urszula Jackowiak: „Niezrozumiale jest dlaczego w odniesieniu do zawodu strażaka kryterium różnicującym uprawnienia emerytalne nie jest wykonywany zawód (strażaka), tak jak to ma miejsce w stosunku do innych pracowników uznanych za zatrudnionych w szczególnym charakterze, lecz podstawa nawiązania stosunku pracy”.

Gdy na prośbę do min. Millera o przyznanie, w drodze wyjątku, uprawnień emerytalnych dla najstarszych trzech pracowników „Floriana” dyrektor Zakładu Rent i Emerytur znawczyni prawa pracy z UG, wygrają. Zostanie stworzony precedens. Jeśli nie, po wejściu w życie nowej Konstytucji, złożą skargę konstytucyjną.

St. ogniomistrz Roman Kabaj w straży pożarnej w porcie pracuje 46 lat. Dlaczego miałby mieć emeryturę cywilną, skoro przez te lata pracował w mundurze tak samo, jak jego koledzy ze straży w mieście?

„...nie domagamy się wiele - pisze Suchocki do ministra spraw wewnętrznych - tylko podstawowych praw”... To są cztery sprawy:

  1. wiek emerytalny,
  2. podział czasu pracy,
  3. ubezpieczenia na wypadek poszkodowania lub śmierci podczas akcji ratowniczo-gaśniczych
  4. uznania kwalifikacji, stopni i zawodu strażaka z prawem do stopnia, awansu i umundurowania.

A wszystko wyłącznie na poziomie jaki obowiązuje w Państwowej Straży Pożarnej. Wydaje się to logiczne. Nie powinno się nikogo dyskryminować tylko dlatego, że mniej kosztuje budżet państwa.

STANISŁAW NOWAKOWSKI

Nowy Tygodnik Popularny
nr 21 (651) 25 V 1997